Mój nauczyciel, powiedział mi kiedyś – „Po koncercie jest zawsze przed koncertem”. Nie ważne czy koncert był porażką, czy sukcesem – Adam Weber (Pomelody)

Podziel się wpisem

Share on facebook
Share on linkedin
Share on twitter
Share on email

Jesteś CEO Pomelody. Jak powstał pomysł na taki rodzaj działalności?

Kiedy spodziewaliśmy się pierwszego dziecka, szukaliśmy dobrych treści/produktów, żeby (wiedząc jakie to ważne) od początku rozwijać nasze dziecko w wrażliwości na muzykę i sztukę. To co znaleźliśmy na rynku, wołało o pomstę do nieba i dla nas – muzyków, było niedopuszczalne. Nie mogliśmy się zgodzić na bylejakość i traktowanie dzieci, jako konsumentów/klientów gorszego sortu. Stwierdziliśmy, że coś z tym trzeba zrobić. Oboje jesteśmy z zawodu muzykami, a z wykształcenia, to się bardzo ładnie nazywa, Magistrami Sztuki. Pomelody założyliśmy z moją żoną Anią, która pełni w firmie funkcję CCO (Chief Creative Officer). Nasza historia jest w gruncie rzeczy klasyczna – mieliśmy potrzebę, nie znaleźliśmy rozwiązania na rynku, więc postanowiliśmy  je stworzyć.

Od czego zaczęliście? Jakie były pierwsze kroki?

Na początku działaliśmy jako franczyza amerykańskiej firmy oferującej zajęcia muzyczne dla rodzin. Szkoliliśmy i zatrudnialiśmy nauczycieli i oferowaliśmy stacjonarne zajęcia muzyczne w kilku miastach w Polsce. Dość szybko stwierdziliśmy, że chociaż podoba nam się idea na której zbudowany jest program, z którego korzystaliśmy, praktycznie wszystko moglibyśmy zrobić lepiej. Tak powstał pomysł na aplikacje, która będzie wypełniona najwyższej jakości contentem oraz wygodna i dostosowana do aktualnych potrzeb rodzica. Potem doszedł e-commerce z produktami fizycznymi, połączonymi cyfrowo z aplikacją. Wracając, od pomysłu do działającej aplikacji jest daleka i bardzo kosztowna droga, z czego oczywiście nie zdawaliśmy sobie do końca sprawy. Mieliśmy wielkiego farta, ponieważ udało nam się znaleźć fantastycznego angel inwestora, który dostrzegł w nas potencjał i nauczył fundamentów biznesu. 

Na co dzień pracujesz ze swoją żoną. Jak organizujecie swoje życie rodzinne i zawodowe? Jak działa u Was work – life balance?

Wspólna praca i bycie ze sobą to jest coś, czego zdecydowanie musieliśmy się nauczyć. Chociaż trudniej było chyba na początku, kiedy wszystko robiliśmy razem i jeszcze z dziećmi na kolanach. Teraz zarysowały się już obszary którymi się dzielimy i myślę, że tak jak w życiu prywatnym, tak i biznesowym nauczyliśmy się uzupełniać nawzajem. 

Jesteś muzykiem. Czy wykształcenie muzyczne przekłada się na Twoje podejście biznesowe? Interesuje mnie czy można coś z muzyki, przełożyć na prowadzenie własnej firmy.

Zdecydowanie tak. Większość ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy, ale życie zawodowego muzyka jest podobne do życia profesjonalnego sportowca. Taki zawód wymaga dostosowania wszystkich aspektów życia pod pracę. Odpowiednia dieta, dbanie o sprawność fizyczną, codzienna ciężka praca z instrumentem, trening mentalny i ciągła walka ze stresem. Bycie muzykiem nauczyło mnie etyki pracy, która polega na codziennej pracy nad podstawami, bez gwarancji zwycięstwa, skupienia na celu, czyli perfekcji, której nigdy nie uda się osiągnąć, ale ciągle trzeba do niej dążyć. Mój nauczyciel, powiedział mi kiedyś – „Po koncercie jest zawsze przed koncertem” – Nie ważne czy koncert był porażką, czy sukcesem, rano trzeba wstać i zacząć pracę „od zera”, przygotowując się do kolejnego koncertu. 

Myślę, że moja muzyczna przeszłość sprawiła, że Pomelody wciąż istnieje i nie upadło w trudnych chwilach. To wykształcenie przyzwyczaiło mnie do porażek i nieustannego szukania rozwiązań, bez możliwości poddania się. 

Byłeś też jednym z twórców projektu Mama Lama, na YouTube. W jakim stopniu działania w internecie, przełożyły się na wyniki sprzedażowe Pomelody?

Niewiele osób o tym wie, ale kanał Mama Lama był pomysłem na content marketing dla Pomelody. Chodziło o zgromadzenie takiej społeczności, jakiej Pomelody potrzebuje i to się udało. Pomelody miało influencer marketing na żądanie, w postaci Mamy Lamy, ale też innych kanałów parentingowych, z którymi dzięki tzw crossom się poznaliśmy. Sam kanał, jak się okazało, a czego się nie spodziewaliśmy, miał duży potencjał biznesowy. Cel został osiągnięty – Pomelody wypłynęło na szersze wody, a kanał został zamknięty po ponad 200 nagranych odcinkach.  

Ostatnio widziałam, że poszukujecie nowego członka Waszego teamu. Jakimi kryteriami kierujecie się w Pomelody, przy zatrudnianiu nowych pracowników?

Aktualnie mamy 14 otwartych rekrutacji. Szukamy osób, które nie tylko wiedzą czym się zajmuje firma (ostatnio to rzadkość) i mają odpowiednie kompetencje, by ją rozwijać, ale także charakteryzują się elastycznym, kreatywnym, startupowym myśleniem i w ramach swojej specjalizacji, są połączeniem pracowitości z przebojowością. Szukamy osób które nadają na tych samych falach i chcą utożsamić się z naszą misją i kulturą pracy. A kiedy na taką perełkę trafiamy, okazuje się, że to my jesteśmy w stanie stworzyć stanowisko szyte na miarę dla niej.

A jak wygląda u Was proces onbordingu?

Jest bardzo spontanicznie i to zależy od stanowiska. Czasem jest to tydzień luźnego wdrożenia i poznawania firmy, a czasami skok na głęboką wodę. Zawsze kluczowym jest dla nas jednak skupienie się na wdrożenie się w kulturę pracy i wartościach, na jakich jest ona zbudowana

W ofercie pracy Pomelody zauważyłam, że macie  fizjoterapię w biurze. Muszę przyznać, że brzmi to bardzo zachęcająco. Jak to się stało, że u Was w biurze, można skorzystać z masażu?

Zauważyłem, że pracownicy dzielą się na tych, którzy w ogóle nie zwracają uwagi na higienę pracy, oraz takich, którzy już mają poważne problemy z kręgosłupem i potrzebują specjalnych krzeseł, stojących biurek itp. Możliwość regularnego korzystania z fizjoterapii w biurze, to niesamowita wygoda, oraz zwrócenie uwagi na higienę pracy. Biuro dzięki temu kojarzy się z miejscem, gdzie trzeba pamiętać o właściwej postawie, czy aktywności fizycznej. Jest to inwestycja, która zwraca się nie tylko podczas rekrutacji. 

Co Cię inspiruje i motywuje na co dzień?

Problemy :). Bardzo lubię, jak jest masa rzeczy do zrobienia, kiedy wszystko się wali i sypie. Trudne chwile poprzedzają rozwój i wzrost. Nie znoszę stabilnych okresów. Uczę się bycia coraz bardziej obok firmy, żeby osiągnąć odpowiednią perspektywę. Uważam, że CEO, powinien na zmianę gasić pożary i roztaczać wizję o przyszłości firmy. Niedawno złamałem nogę i z dnia na dzień musiałem przestać pracować i zajmować się firmą. Za osobisty sukces uważam, że w zasadzie moja nieobecność została niezauważona. 

A plany Pomelody na obecny rok to…?

W tym roku planujemy rozpocząć ekspansje zagraniczną. Mocno chcemy się skupić na aplikacji i jej promocji. Powstaną też nowe aplikacje mobilne od Pomelody. W styczniu rozpoczęliśmy pracę nad dwoma projektami badawczymi związanymi z terapią, oraz diagnostyką spektrum autyzmu. Od kilku miesięcy pracujemy również nad elektronicznym produktem fizycznym, który być może uda się wypuścić jeszcze w tym roku. Planów nie brakuje 🙂